Pomoc | Szukanie zaawansowane
Szukaj :
Strona główna
Forum
Pytania i odpowiedzi
Profile

Google
ZACZYNAMY
- od Autora
- jesteś tu po raz pierwszy?
- wprowadzenie
- przewodnik po ChLO
- metody operacji
- podejmujemy decyzję
- regulamin strony
ZASOBY STRONY
- F O R U M
- profile użytkowników
- ciekawe profile
- zmiany w profilach
- pytania i odpowiedzi
- nasze ogłoszenia
- C H A T
INFORMACJE
- A R T Y K U Ł Y
- lekarze i kliniki
- refundacja - NFZ
- dla lekarzy
- sprawy emocjonalne
- operacje plastyczne
- polecane strony
INNE
- GRUPA WSPARCIA
- www.AnonimowiZarlocy.org
- stowarzyszenie MAXIMUS
- sesje zdjęciowe
- współpraca
- wesprzyj nasz serwis
- koszulki z naszym LOGO
- balon żołądkowy
OBLICZ SWOJE BMI
Wzrost: cm
Waga: kg
UWAGA! Kalkulator działa tylko pod przeglądarką Internet Explorer - Przepraszamy.


R E K L A M A



Wygrana z NFZ!


Artykuł ukazał się 01.07.2005 w Słowie Polskim * Gazecie Wrocławskiej
Operacyjne leczenie otyłości to w Polsce luksus, o który trzeba nieraz ostro powalczyć
Skalpel na tuszę

Wrocławianka wygrała proces z dolnośląskim oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia, który odmówił jej finansowania operacji zmniejszenia pojemności żołądka. Dla ważącej 160 kilogramów i mierzącej ok. 150 cm wzrostu kobiety taki zabieg jest jedynym sposobem ratowania zdrowia, a - być może - także życia.

10 tys. 500 zł - tyle musi zapłacić Fundusz za operację Karoliny Z. Taki wyrok wydał w ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy we Wrocławiu (VII Wydział Ubezpieczeń Społecznych), który rozpatrywał sprawę jako druga instancja. Przedtem dyrektor DONFZ dwukrotnie odmówił pacjentce zgody na refundację. Przegrała z funduszem także w sądzie pierwszej instancji. Mimo ostatecznej wygranej, w jej przypadku trudno mówić o euforii.

Błędne koło otyłości
Karolina Z. nie zdecydowała się na rozmowę z nami. - Jej stan zdrowia jest fatalny, proces kosztował ją też wiele nerwów - tłumaczy Radosław Z., syn, który w procesie był pełnomocnikiem matki. - Nie zdołała chodzić na wszystkie rozprawy. To się ciągnęło rok i trzy miesiące. Ten czas został zmarnowany dla jej zdrowia. Powinna być już dawno po zabiegu. Tymczasem wiele dolegliwości się jej pogłębiło, pojawiły się też nowe.
Pani Karolina zawsze miała problemy z tuszą. W ostatnich latach stały się jednak u niej powodem poważnych schorzeń. Większość z nich to następstwa otyłości. Jednak trudno schudnąć pacjentce, u której wykluczone są wszelkie ćwiczenia fizyczne, a ograniczenie jedzenia do minimum nic nie daje.
- Mama cierpi także z powodu stawów - mówi Radosław Z. - Żeby móc chodzić, musi mieć operację wszczepienia endoprotezy. Jednak tusza jest przeciwskazaniem do tego zabiegu. Jeśli nie schudnie, nie można jej operować. W ten sposób powstało błędne koło.

Tylko operacja
W końcu lekarze doszli do wniosku, że jedynym sposobem ratowania pacjentki jest chirurgiczny zabieg zmniejszenia pojemności żołądka. Tylko to zagwarantuje utratę wagi i podjęcie dalszego leczenia. Syn zawiózł Karolinę Z. do kliniki w Zabrzu, która ma największe w Polsce doświadczenie w tego typu zabiegach. Tamtejsi lekarze zdiagnozowali ją, wybrali najlepszą dla pacjentki metodę (jest ich kilka). Pozostało załatwić - wydawało się - prostą formalność, jaką była refundacja z DONFZ. Schorowanej kobiety w żadnym razie nie stać na opłacenie operacji. I tu zaczęły się kłopoty.
- Jako podstawę prawną we wniosku do dyrektora funduszu podałam m.in art.68 Konstytucji RP - mówi Agnieszka Sieńko, prawniczka specjalizująca się w prawie medycznym, która pomagała Karolinie Z. - Według niego, każdy ma prawo do ochrony zdrowia. W negatywnym katalogu, jaki obowiązywał w ubiegłym roku, wśród świadczeń medycznych nie podlegających finansowaniu, nie było chorób Karoliny Z. Fundusz się jednak upierał, że także leczenie otyłości nie jest ujęte w słowniku procedur. Problem w tym, że ów słownik stworzył sobie sam fundusz.
Dla Agnieszki Sieńko proces Karoliny Z. jest dowodem, że z funduszem można wygrać. I trzeba próbować, nawet gdy walka wydaje się beznadziejna.
- Sprawa Karoliny Z. jest drugą o finansowanie operacyjnego leczenia otyłości przegraną przez nas w sądzie - wyjaśnia Joanna Mierzwińska, rzecznik DONFZ. - Zdaniem dyrektora, który odmówił finansowania, chora nie udokumentowała w sposób niezbity, jest to dla niej zabieg ratujący życie. Zwróciła się o to w połowie roku, nie było na to pieniędzy. To główny powód odmowy. Teraz, po sądowym wyroku, pacjentka będzie musiała mieć zrefundowany zabieg. Pieniędzy nie dostanie do ręki, musi o nie wystąpić placówka, która wykona świadczenie.

W negatywnym koszyku
Od tego roku sytuacja otyłych pacjentów jeszcze bardziej się skomplikowała. Dyrektorzy oddziałów NFZ nie mają już prawa decydować o indywidualnych przypadkach, w dodatku leczenie otyłości znalazło się w tzw. negatywnym koszyku (wykazie usług medycznych znajdujących się poza refundacją ze środków publicznych). Nie znaczy to jednak, że pacjenci muszą płacić za zabiegi.
- Mogą liczyć na refundację, jeśli wskaźnik ich masy ciała (BMI) przekracza 40, a zabieg jest konieczny ze wskazań medycznych - tłumaczy Małgorzata Sadowy-Piątek, rzecznik praw pacjenta przy DONFZ, do której tacy chorzy zwracają się o pomoc. - Pacjentów z takim problemem kieruję do konsultantów wojewódzkich i do innych specjalistów. Muszą mieć jednoznaczne opinie, że zabieg jest dla nich jedynym wyjściem.
W tym roku rzecznik praw pacjenta zajmowała się trzema takimi osobami z Dolnego Śląska. Specjaliści orzekli, że ci pacjenci nie mogą mieć operacji w pełnym znieczuleniu, bo są na to już zbyt chorzy. Jedna z tych osób nie nadaje się w ogóle do żadnego zabiegu, a dwie mogą liczyć na mniej drastyczną wersję - endoskopową (zabieg polega na umieszczeniu w żołądku balonika, można schudnąć po nim "zaledwie" 70 kg, po po pół roku balonik się wyjmuje). Nie wiadomo, ilu pacjentów poddało się operacji prywatnie, samemu pokrywając jej koszty.
- W tej chwili nie brak refundacji jest problemem, ale limity narzucane przez fundusz - mówi prof. Jarosław Leszczyszyn z EuroMediCare, gdzie stosuje się głównie mniej inwazyjną metodę "balonikową". - Kolejki oczekujących na zabieg są coraz dłuższe.
Profesor Leszczyszyn jest jednak zdania, że pacjentów do takich zabiegów trzeba kwalifikować bardzo ostrożnie. Nie tylko lekarze, ale i psycholog powinni o tym decydować. Po operacji na pewno się schudnie (choć chorzy nawet z obręczą potrafią oszukiwać, pijąc np. czekoladę). Ale to nie znaczy, że rozwiążą sie wszystkie ich problemy.
Alicja Giedroyć
alicja.giedroyc@gazeta.wroc.pl
agiedroyc@o2.pl

Masa nieszczęścia
Aleksandra Zuba jest psychologiem, pracuje z pacjentami kwalifikowanymi do zabiegu w poradni leczenia otyłości Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu (pisze również pracę doktorską na temat chirurgicznego leczenia otyłości). Widziała osoby ważące 260 kg (przy 170 wzrostu), rozumie ich problemy.
- Często się uważa, że ci ludzie są sami sobie winni - mówi Aleksandra Zuba - Że wystarczy mniej jeść i się ruszać, a problem zniknie. To nie jest prawda. Są osoby np. cierpiące na kompulsywne objadanie się, które "zajadają" każdą trudną sytuację i nie są w stanie tego kontrolować. Jedzenie nie wynika u nich z potrzeby fizjologicznej ( bo są głodni), ale spełnia inne funkcje. Dla nich nie ma innego wyjścia, bez operacji nie schudną.
Otyła osoba może osiągnąć stan, w którym nie tylko choruje, ale i nie radzi siobie z najprostszymi czynnościami. Zdaniem psychologa jednak sama ogromna tusza to za mało, by kwalifikować pacjenta do zabiegu. Przeciwwskazaniem są np. zaburzenia motywacyjne. Na przykład, człowiek uważa, że wszystkie jego nieszczęścia wynikają z nadwagi, więc znikną wraz z nią. Samotnej kobiecie wydaje się, że gdy schudnie, natychmiast pojawi się u jej boku książę na białym koniu. Chudnie (bo z obręczą na żołądku nie da się nie schudnąć), ale książę się nie pojawia. Wówczas załamanie gotowe.
- Początkowo, wkrótce po operacji, zawsze jest euforia - mówi Aleksandra Zuba. - Człowiek, który zrzucił kilkadziesiąt kilogramów, może znowu pójść na spacer, do kina, normalnie żyć. Ale wszystkie jego problemy nie znikną. Dopiero wówczas wymagają ogromnej pomocy psychologicznej.



www.otylosc.org
27-letni doktorant Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, Artur Rzepka, jest twórcą strony internetowej dla osób zainteresowanych chirurgicznym leczeniem otyłości (ChLO). To pierwsza taka strona w Polsce. Można znaleźć na niej praktyczne i rzeczowe informacje dotyczące problemu, listę ośrodków świadczących takie usługi, podyskutować na forum. Dziennie notuje przeszło 1500 wejść, ma zarejestrowanych 300 użytkowników. Liczba zainteresowanych rośnie lawinowo z miesiąca na miesiąc. Artura to nie dziwi:
- Ludzie z otyłością powyżej 40 według wskaźnika masy BMI to w Polsce narastający problem. Nie widać ich na ulicach, tak jak w USA, bo większość nie wychodzi z domów. Ale oni istnieją i potrzebują pomocy.
Artur założył stronę wkrótce po swojej własnej operacji. 2,5 roku temu zabieg wycięcia części żołądka i zmiany układu jelit przeszedł w klinice w Zabrzu. Schudł 42 kg, czuje się świetnie i poleca innym ChLO. Uważa, że w przypadku dużej otyłości nie ma lepszej metody. Żadne diety, leki powstrzymujące łaknienie, ani nawet balonikowanie żołądka nie są, jego zdaniem, skuteczne. Do wyjściowej wagi wraca się bardzo szybko. - Problem otyłości tkwi przecież w głowie - tłumaczy. Uważa, że największym problemem związanym z ChLO są właśnie kłopoty z finansowaniem zabiegów przez NFZ. Teoretycznie taka możliwość istnieje, ale przeznacza się na to zbyt mało środków. W Polsce wciąż trudno zrozumieć, że tak naprawdę koszty takich zabiegów są nieporównywalnie niższe od leczenia skutków otyłości.



  Ostatnia modyfikacja: 05.07.2005





(c) www.otylosc.org - Artur Rzepka 2003 - 2008




statystyki www stat.pl